Jesteśmy Murem Za Owsiakiem! - Solidarni z WOŚP ❤ Jerzy Owsiak ❤

Zakonnica po Pol’and’Rock Festival: Jezus byłby tam z nami. Nie było hejtu, opluwania, obrzucania błotem – relacja

Jestem pewna, że Jezus, gdyby dzisiaj chodził po ziemi, byłby z tymi ludźmi na Woodstocku – powiedziała „Gościowi Niedzielnemu” siostra Benedykta, dominikanka z Kłodzka, gdy wróciła z Pol’and’Rock Festival.

Inicjatywa ewangelizacyjna “Przyjaciele Jezusa” podczas Pol’and’Rock Festival dobiegła końca, ale my nadal chcemy dzielić się tym co dobre i opowiadać co się tam wydarzyło. Poniżej umieszczamy świadectwo s. Benedykty Karoliny Baumann ze Zgromadzenia Sióstr Świętego Dominika z pierwszego dnia.

Przez kolejne 3 dni będziemy publikować jej doświadczenie ewangelizacji. Zachęcamy do obserwowania. Ta siostra ma powera. Zresztą zobacz sam:

PRZYJACIELE JEZUSA W KOSTRZYNIE. DZIEŃ PIERWSZY.
Wchodzę do pociągu relacji Wrocław – Kostrzyn nad Odrą. Ze mną radosny tłum. Po całym peronie niesie się dziki, pierwotny, wydobywający się z jakiegoś wyjątkowo wytrzymałego męskiego gardła ryk: “WOODSTOOOOOOOOCK!!!”. Nie dostałam miejscówki, ale wsiadam. Okazuje się, że dziewczęta w przedziale, do którego udaje mi się przecisnąć, mają miejsce. Też jadą do Kostrzyna, ale jakaś koleżanka nie dojechała. Są uprzejme i mało kontaktowe. Za to w przedziale obok jadą radośni, skąpo odziani młodzieńcy. Jeden z irokezem. Słuchają ostrego metalu. Razem z resztą pasażerów. Młodzieńcy próbują nawiązać z nami kontakt. Na mój widok jeden zastyga w zadziwieniu i w końcu wykrztusza: “No tak. Księża też tam są”. “Czy ja wyglądam na księdza?” – pytam. “No nieee…” – rzecze młodzian – “Ale nie wiem, jak to się mówi”. Dojeżdżamy. Docieram na miejsce rejestracji. Spotykam życzliwych ludzi z PJ, którzy mi pomagają rozstawić namiot (ostatni raz spałam w namiocie jako dziecko i nie musiałam go rozstawiać…). Potem msza z uwielbieniem i krótkim kursem ewangelizacji. A potem pierwsza próba z serii:”chciałaś, to masz”. Kiedy wracamy z kościoła (jakieś pół godziny do pola namiotowego), zrywa się ulewa. Tak gwałtowna, że wszystko, co tylko mogło mi zmoknąć, bezlitośnie zmokło. Leje całą noc. Nie mogę zasnąć, bo się boję, że namiot zaraz popłynie razem z moimi rzeczami i mną… Rano habit nadal jest mokry. Ale trzeba wstawać i coś na siebie założyć. Idę więc w mokrym.

DZIEŃ DRUGI Okiem s. Benedykty Karoliny Baumann ze Zgromadzenia Sióstr Świętego Dominika

“Nie wyspałam się w tym namiocie, ale cóż. W dodatku jestem cała mokra. Dobrze, że gościnne siostry pasterki przy parafii w Kostrzynie pozwalają mi się umyć i wysuszyć. Po Mszy Świętej jest chwila czasu. Nie zostaję na kawie, lecz pędzę na Woodstock, aby wpaść choć na chwilę na Akademię Sztuk Przepięknych. Właśnie odbywa się tam debata z udziałem RPO, Adama Bodnara. Stara, licealna znajomość… Lecę przez główną aleję Woodstocku, wioskę Kriszny, aż wreszcie na przełaj przez pole namiotowe i zadziwia mnie ogrom tego miejsca, kolory, tłum i hałas. Ale najbardziej ogrom… Uff. Jestem. Siadam tuż przy scenie, starając się to zrobić dyskretnie, ale chyba mi nie wychodzi. Po spotkaniu się anonsuję. Ochroniarze przekazują i… udaje się. – Co u ciebie? – pyta Adam. Dużo się dzieje, bardzo dużo – odpowiadam – Tak jak i u ciebie. I właściwie tylko tyle można sobie powiedzieć, bo i co więcej po prawie 25 latach, w tych okolicznościach? Zapraszam RPO na nasze pole i wiem, że się nie pojawi. Potem wracam do nas. Biskup zielonogórsko – gorzowski poświęca nasz krzyż. Czyta Ewangelię o wysłaniu siedemdziesięciu dwóch uczniów bez torby, sandałów i trzosa. W całkowitym zawierzeniu. Do biskupa podchodzi jakiś woodstockowicz i z nim rozmawia. Długo. Piękne to i takie proste. A potem idziemy na pole festiwalowe jak ci uczniowie. Ludzie podchodzą, pytają, gdzie jest w tym roku Przystanek Jezus. Niektórzy są pewni, że nie ma. Większość chce się z nami pomodlić, a przynajmniej pozwala, żebyśmy ich pobłogosławili. Spotykam mojego ucznia z liceum Chrobrego w Kłodzku, nie chodzącego na religię. Oboje cieszymy się z tego spotkania. Robię mu krzyżyk na czole. Czuję się na tym polu swobodnie. Nie ma hejtu, opluwania, obrzucania dosłownym i metaforycznym błotem. Jest tęsknota za Jezusem. Nie zawsze uświadamiana.

Aha: jeszcze jedno. Siostry zakonne. Są tu przynajmniej trzy pokolenia sióstr. Bardzo młode, tuż po nowicjacie, w moim wieku i – co mnie właśnie najbardziej zachwyca – w wieku mojej mamy, a nawet starsze. Tryskają młodością ducha i ewangelicznym zapałem.”

DZIEŃ TRZECI Okiem s. Benedykty Karoliny Baumann ze Zgromadzenia Sióstr Świętego Dominika

Dzieci po obu stronach “obozu” – “woodstockowiczów” i “pejotowców”. Ich obecność w tym miejscu mnie zadziwia. Chyba w obu wypadkach traktują tę imprezę jak przygodę życia. Są chłonne, zarażone świeżą fascynacją, ciekawe tego niecodziennego, barwnego świata, podsuwającego im absolutnie wszystkie oferty światopoglądowe. Nieznudzone. Niemarudzące. Niewypełniające dłużącego się czasu zabawą smartfonem… Chodzące spać w środku nocy z nieumytymi zębami i w hałasie o wiele za dużym dla delikatnych dziecięcych uszu. Towarzyszące rodzicom w ich pasji. Mające poczucie bycia wtajemniczanym w coś ważnego… Pomyślałam: jak łatwo dziecko ukształtować. Naznaczyć. Wyposażyć w pokarm na dalszą drogę. I to od nas, dorosłych, zależy, czym ono będzie się karmić. Dwa obrazki. Jedziemy busem na nabożeństwo do kościoła. Z nami trzech chłopców, wiek mniej więcej 10 – 15 lat. “Ku wolności ! Ku wolności!” – wołają z zapałem do kierowcy. Okazuje się, że chodzi o rapowy kawałek o tym tytule. Kierowca odpala “zamówioną” piosenkę. Znają słowa, zwłaszcza te najważniejsze: “Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Druga sytuacja ma miejsce po południu, na rynku w Kostrzynie. Ewangelizujemy mieszkańców miasta poprzez zabawy z dzieciakami. Nie ma tłumów. Prawie wszyscy na Woodstocku. Przybiega energiczna dziewczynka, lat około 12. Kolorowe włosy (pomalowane na szczęście farbą zmywalną), a na ramieniu tatuaż (na szczęście taki “na niby”): “Wspieram LGBT”. Jest tutaj z rodzicami, ale nie, nie mieszkają na polu namiotowym, lecz w hotelu. Nie chodzi do kościoła, rodzice też nie. Za to na Pierwszą Komunię dostała nowy telefon. Szkoda, że się tak szybko zepsuł. – “Czy wiesz, co wspierasz?” – pytam rezolutną małą, patrząc na ten tatuaż – naklejkę. “Tak” – odpowiada – “A to, co się ostatnio wydarzyło w Białymstoku, to już lekka przesada!” Wiem, że nie rozumie. Wiem, że powtarza słowa rodziców. Wiem, że “nasiąkła” poglądami dorosłych, zupełnie nie pasującymi do dziecięcego świata. I bardzo, bardzo mi smutno…

Wieczorem idziemy ewangelizować na pole Woodstockowe. Ludzie chcą rozmawiać, chcą, żeby się z nimi pomodlić czy choćby pobłogosławić. Nawet, gdy się deklarują jako niewierzący. Podchodzi do mnie chwiejnym krokiem skąpo odziany mężczyzna z puszką piwa. “Napijesz się ze mną?” – pyta. “Nie, dziękuję” – mówię, ale przybijam mu “piątkę”. “No” – rzecze – “Teraz wiem, że jesteś prawdziwa.” Tak, niektórzy biorą nas, osoby zakonne za przebierańców, których na Pol’and’Rock nie brakuje. Ale rzadko się to zdarza. Do naszej grupki dołącza młodzieniec o ogromnej wiedzy i – powiedziałabym – ciekawości teologicznej. Okazuje się, że jest grekokatolikiem z wyboru. Ale idzie z nami i pomaga nam głosić Chrystusa. Świetnie mu idzie. Namawiam go, żeby za rok dołączył do ekipy PJ.

Chodzimy z kartką “Czy wiesz, czego Bóg nie może?”. Napis przyciąga uwagę. Odpowiedzi są różne: nie może grzeszyć, pić, palić, uprawiać seksu i oczywiście klasyka: nie może stworzyć kamienia, którego sam by nie udźwignął. Tymczasem odpowiedź jest jedna i piękna w swojej prostocie: BÓG NIE MOŻE PRZESTAĆ CIĘ KOCHAĆ. I z tym przesłaniem chodzą wszyscy ewangelizatorzy PJ. Nawet, jak nie mają kartki…

Czwarta rano. Wstaję na adorację. Jezus w Najświętszym Sakramencie mieszka w namiocie, tak jak my. Opowiadam Mu o całym dniu, dziękuję za wszystkie spotkania i powierzam Mu tych wszystkich ludzi głodnych Boga, choć tak często nie zdających sobie z tego sprawy. Również moich licealistów z Kłodzka…

Relacja pochodzi ze strony hmaika.pl

2 komentarze

Skomentuj wpis

  • Za wcześnie się wysłało. Ja powiem tak – nie oceniaj, by samej nie zostać ocenioną.

  • „Przybiega energiczna dziewczynka, lat około 12. Kolorowe włosy (pomalowane na szczęście farbą zmywalną), a na ramieniu tatuaż (na szczęście taki “na niby”): “Wspieram LGBT”. Jest tutaj z rodzicami, ale nie, nie mieszkają na polu namiotowym, lecz w hotelu. Nie chodzi do kościoła, rodzice też nie. Za to na Pierwszą Komunię dostała nowy telefon. Szkoda, że się tak szybko zepsuł. – “Czy wiesz, co wspierasz?” – pytam rezolutną małą, patrząc na ten tatuaż – naklejkę. “Tak” – odpowiada – “A to, co się ostatnio wydarzyło w Białymstoku, to już lekka przesada!” Wiem, że nie rozumie. Wiem, że powtarza słowa rodziców. Wiem, że “nasiąkła” poglądami dorosłych, zupełnie nie pasującymi do dziecięcego świata. I bardzo, bardzo mi smutno…”